BBK kancelaria prawnicza
Wrzesień 2nd, 2008 W kategorii: Portfolio

Jest online ale w lekko zmodyfikowanej wersji (IMHO gorszej), no ale trudno.
Wrzesień 2nd, 2008 W kategorii: Portfolio

Jest online ale w lekko zmodyfikowanej wersji (IMHO gorszej), no ale trudno.
Wrzesień 2nd, 2008 W kategorii: Osobiste
No to wygląda na to, że kolejna odsłona mojego bloga jest gotowa. Oczywiście znajdzie się pewnie wiele niedoróbek, ale to już drobiazgi na które póki co szkoda czasu. Pierwszy raz chyba jestem zadowolony z tego co mi wyszło. A to dobrze, mam nadzieję, że pomoże mi to w podniesieniu poziomu tego bloga, mam zamiar zrobić z niego naprawdę wartościowy własny zakątek w Sieci. Już niedługo post o paru sztuczkach które zastosowałem w WordPressie, aby wyglądał i działał tak jak to ma miejsce. Póki co chętnie usłyszę parę krytycznych uwag i za wytknięcie błędów i niedoróbek też będę wdzięczny. No to zabieram się za uzupełnianie portfolio (tak wiem, póki co pod IE6 nie działa).
Sierpień 31st, 2008 W kategorii: Internet
Co prawda blog nie skończony i trochę roboty przy nim zostało jeszcze, no ale Blog Day to chyba dobry dzień na wystartowanie znowu. (który to już raz…)
Więc piątka ode mnie.
No i to by było na tyle. (ale wstyd, nawet nie ostylowałem ładnie list..)
Technorati tag:http://technorati.com/tag/BlogDay2008
Wrzesień 23rd, 2007 W kategorii: Osobiste
W części pierwszej opisałem pokrótce jak się żyło nam przez pierwsze dwa tygodnie w przyczepach. Teraz pora na następne dwa, a to już można rzecz inna bajka. Z campingu przeprowadziliśmy się do Scheldeoord, miasteczka stworzonego z małych letnich domków. 
Holendrzy traktują je chyba tak jak u nas działki, jeżdżą tam w wolnym czasie i kombinują jak tu uatrakcyjnić swój domek. Niektóre naprawdę wbijały w ziemie, małe wille. Ale standardowy domek, w którym my mieszkaliśmy, też był niczego sobie. Trzy pokoje, łazienka, kuchnia, duży pokój z jadalnia i tv z kablówką. Wyposażenie z ikei, czysto, schludnie, ciepło (chociaż na początku mieliśmy problem z uruchomieniem piecyka gazowego) i przyjemnie. Sam ośrodek miał basen kryty, basen otwarty, place zabaw, kort tenisowy i sporo innych atrakcji, głownie stworzonych pod dzieci. Zastanawiające były pomniki małych, najczęściej nagich chłopców rozsiane po całej okolicy. No ale nie będę wnikał.
Niestety nie mam zdjęć ani domków ani ośrodka, bo niefortunnie popsułem aparat…
Jedynym minusem ośrodka była sąsiadująca z nim fabryka konserw cebulowych czy czegoś w tym stylu. Smród był czasem straszliwy, zwłaszcza przy samej fabryce.
Plusem za to było to że tylko parę kroków dzieliło nas od zatoki, a nawet był kawałek plaży. Tylko woda zimna i jakby mało czysta.
Wrzesień 22nd, 2007 W kategorii: Osobiste

To teraz może trochę o pracy.
Jak wspominałem nie była aż tak ciężka jak myślałem. Na drugi dzień oczywiście zakwasy były, ale jakiś innych problemów specjalnie nie odnotowałem. Wymagano od nas zapełnienia w 2h skrzyni mieszczącej 400kg gruszek lub 360kg jabłek. Zadanie do wykonania bez problemu,jeśli się ma odpowiednie drzewka (najszybciej udało mi się samemu w 1h15m zapełnić cała skrzynię). Problem polegał na tym, że ta norma obowiązywała zawsze, niezależnie czy to były roczne drzewka z paroma owocami, czy młode, kilkuletnie obsypane jak choinka bombkami, czy też stare wielkie rozłożyste drzewa. No ale przeważnie się jakoś tą normę wyrabiało. Czasem trochę ponad, czasem trochę za mało, ale nie licząc paru małych wpadek byli podobno z nas zadowoleni. Przy zbieraniu owoców trzeba zwracać uwagę głownie na to, czy oderwaliśmy je z ogonkiem, czy nie maja robaków i dziur i żeby delikatnie wysypać je z koszyka do skrzyni. Po pewnym czasie robi się to nudne, ale jak jest dużo sadów i różnych owoców to zawsze jakieś urozmaicenie. Chociaż ostatnie dni były już ciężkie, bo nikomu się nie chciało.
Wrzesień 22nd, 2007 W kategorii: Osobiste

W poniedziałek (tj. 17.09) wróciłem z miesięcznego pobytu w Holandii, podczas którego pracowałem zbierając owoce. W tych kolejnych, krótkich zdaniach chce ujawnić całą prawdę o wakacyjnej pracy w holenderskich sadach. Otóż w holenderskich sadach zajebiście jest ;). Jedne z fajniejszych wakacji w moim życiu. Przygoda, niezbyt ciężka praca, ładna okolice, morze o rzut kamieniem, i urokliwa, choć nużąco płaska Holandia.
Cztery tygodnie spędziłem w okolicy Goes, dokładniej w „Ellewoutsdijk”
Pojechaliśmy tam w 8 osób. Podróż autokarem nie była aż tak męcząca jak myślałem (w końcu to około 18h).
Skład od lewej: Karolina, Maciek, Paweł, Lecho, Piotrek, Łukasz no i ja. I najważniejsza A. która robiła za fotografa :)
Wyczłapaliśmy w Bredzie z autokaru, szybko na pociąg i jesteśmy w Goes (pociągi w Holandii jeżdżą podobno średnio 120-140km/h).
Chwile czekania na dworcu i podjeżdżają nasi pracodawcy. Krótkie, miłe przywitanie i jedziemy do naszego lokum. Od Goes było to jakieś ponad 16 km. Trafiliśmy na nasz tymczasowy camping, na którym spędziliśmy 2 tygodnie w przyczepach campingowych z lat 70.
Jak widać na zdjęciu przyczepy eleganckie. Niestety tak to tylko wygląda. W jednej kuchenka z dwoma palnikami gazowymi, na której trzeba było gotować dla 8 osób, i do tego wodę na herbatę i do termosów, bo nie można było podłączać czajnika bezprzewodowego. Dach przeciekał w obu, musieliśmy lufciki zakleić niezastąpioną taśmą i folią. Spowodowało to już w drugim tygodniu bardzo ciekawy atak grzyba na sufit, od wilgoci pozwijały się za to okleiny na ścianach, a nad naszymi głowami otworzyła sie spora dziura w ścianie z której brzydko pachniało.
Nic też nie zastąpi przebudzenia się z zimna o 5 rano i widoku swojego oddechu. Bardzo ciekawie też się poczuliśmy, gdy okazało się, że nasz szafka w której trzymaliśmy większość jedzenia była kiedyś ubikacją. Nigdy więcej przyczep campingowych.
Jedyne co było fajne to prysznice na campingu. Miały tylko jeden przycisk a właściwie czujnik na fotokomórkę. Przez 4 minuty leciała idealnie ciepła woda, 30s przerwy i znów można było aktywować prysznic. Ciekawe rozwiązanie.
Tak nam upływał wesoło czas w przyczepie, umilany okazjonalnymi aferami. A to burza połamała nasz altanko-namiot, a to właściciel campingu poskarżył się że zaglądnęliśmy do jego lodówki która stała obok naszej. Swoją droga ciekawe co tam miał, że musiał aż zagrozić nam wywaleniem z campingu jeśli miałoby się to powtórzyć. Chyba teściową. W każdym razie było wesoło.
Zapomniałbym wspomnieć o naszym psie, Kebabie. Przypałętał się taki do nas, stary ale poczciwy.
Podobno z sąsiedztwa ale specjalnie nikt się nim nie opiekował więc radził sobie sam. Trzeba przyznać, że całkiem dobrze sobie radził. Zjadał wszystko co mu się dało, od resztek ostrego vifona, po zepsute konserwy i litry mleka. Chyba nie istniał dla niego taki stan jak „pełny brzuch”. A wcale chudy nie był. Przeważnie jak wracaliśmy z pracy to czekał na nas wesoło merdając. I tylko patrzył coby tu zjeść.
Sierpień 17th, 2007 W kategorii: Osobiste
Za parę godzin jadę. Kierunek Holandia, konkretnie do „Zelandii (prowincji)” , miasteczko Goes. Gruszki będę przez 4 tygodnie zbierał. Netu za pewne nie będzie, ale jak wrócę to zdam relacje. Mam nadzieję, że oprócz pracy znajdziemy czas na przyjemności. W końcu do morza bliziutko będzie. Więc papa liczni goście tego bloga ;)
Sierpień 15th, 2007 W kategorii: Muzyka

Trzy dni temu, czyli 12.08.2007 roku odbył się Metal Hammer Festival. Miałem przyjemność na nim być. Poniższy tekst jest raczej zapisem z przeżycia tej imprezy niż recenzją. Krytyk ze mnie kiepski.
Deszcz tego dnia lał okrutny. Ledwo udało nam się dojechać pod Spodek. Tramwaje stały, światła na skrzyżowaniach nie działały, studzienki wybijały, jechały tylko jeepy i nasza amfibia. Zaparkowaliśmy i ruszyliśmy na Spodek.
Tam po spotkaniu się z znajomym A. , Tomkiem, ruszyliśmy na płytę. Niestety spóźniliśmy sie na „Fair to Midland” a podobno szkoda. Gdy weszliśmy grał Delight

Ludzi dużo nie było. A ci co byli, wyglądali na średnio zadowolonych. Delight grało monotonnie, właściwie ciężko było odróżnić poszczególne utwory, i jakoś tak drętwo było. Utwory po angielsku, wokal bez polotu i muzycznie też nudno. Okrzyki „mało szatana” itp mówiły same za siebie. W zniecierpliwieniu czekaliśmy końca.

Następnie była Coma. Różnie ludzie reagują na ten zespół. Ja osobiście lubię. Wielkim fanem nie jestem, ale od czasu do czasu przesłucham. Niestety Coma na koncertach nie gra tak mocno jak na płycie, a szkoda (przynajmniej w moim odczuciu). Chociaż nie można narzekać bo publiczność się rozbujała i reagowała żywiołowo. Grali godzinę, żegnając sie powiedzieli że jadą nagrywać trzecią płytę. Podsumowując, dali dobry koncert. Niestety tu zauważyłem, że coś nie tak jest z akustyką. Miałem okazje być w MegaClubie na koncercie Comy, gdzie dźwięk był o wiele lepszy. Tu brakowało czegoś, trochę było sam nie wiem, za płasko?, chociaż Spodek podobno słynie z dobrej akustyki ktoś się nie popisał.

Egzotyczna ciekawostka. Tak bym to nazwał. O samym zespole wiele nie wiedziałem, tyle że jest z Japonii i Sniku mnie nienawidzi że miałem okazję go zobaczyć, a on nie ;). Rozkładali się chwilę dłuższą, na środku ustawiając sporych rozmiarów perkusje. Wyszło 4 Japończyków z fryzurami na rubika i dali czadu. Chociaż nie zrozumiałem żadnego tekstu poza refrenem jednej piosenki, który brzmiał „Fuck you fuck you”. Pod sceną królowały nastoletnie fanki, piszcząc jakby to jakiś Tokio Hotel był, co z początku mnie nastawiło negatywnie, ale trzeba przyznać, że zespół potrafił złapać kontakt z publicznością, i z każdą chwilą coraz więcej ludzi ściągało na płytę. Byłem pozytywnie zaskoczony, choć momentami zdawali się przerysowani, zwłaszcza wijący się i rozbierający wokalista, wesoło komentowany przez stojących obok ludzi. Niektórzy próbowali zgadnąć o czym śpiewa, i powstawały domysły o psie za którym bardzo tęskni wokalista itd itp;). Niemniej byłem pozytywnie zaskoczony i muszę powiedzieć że podobało mi się.

Po występie DEG przyszedł czas na gwiazdę wieczoru, z utęsknieniem wyczekiwany Tool. Rozkładali się 40 minut. Dopiero teraz zaczęło się robić tłoczno na płycie. Staliśmy na przeciwko sceny po środku, czyli w sumie w jednym z lepszych miejsc. W zapowiedzi mieli grać 2h, w co od początku nie wierzyłem. Zagrali kontraktowe 75-80 minut. Maynard pojawił się w pomarańczowej bluzie i kowbojskim kapeluszu, Adam w warkoczykach, resza raczej standard. Zaczęli mocnym Jambi. Publiczność oszalała. Zrobiło się delikatnie mówiąc ciasno. Po chwili opadły wielkie zasłony znad sceny i ukazała się potężna plansza z motywem graficznym z 10.000 days. I wtedy tłum dostał prawdziwej ekstazy ;) Zaczęło nami rzucać na wszystkie strony i napierający tłum trochę pogniótł A. Aga źle się poczuła i musieliśmy się ewakuować do tyłu, co w sumie nie było złym rozwiązaniem, bo stamtąd o wiele łatwiej było obserwować fantastyczne wizualizacje na 4 potężnych telebimach ustawionych za sceną. Oprawa koncertów Toola to jedna z najlepszych i najciekawszych rzeczy jakie można ujrzeć na tego typu imprezach. Ciężko opisać, trzeba zobaczyć. Zagrali 8 kawałków, praktycznie bez przerw. Setlista z wiki:
Czekałem na ten koncert długo, a sam jestem zdziwiony swoją reakcją, bo bardziej przeżywam jak oglądam teraz nagranie z niego niż wtedy będąc tam. Może nie docierało do mnie, że to się dzieje i spełnia się moje marzenie, a może przesadzam. W każdym razie nie wyszedłem zawiedziony z niego, natomiast dosyć odrętwiały z emocji i samego widowiska. Wspaniała rzecz i z niecierpliwością czekam, aż powrócą do Polski. Chociaż wątpię żeby teraz miało to szybko nastąpić. Może jeśli nagrają następną płytę co pewnie w ich przypadku chwile potrwa. Ale czekać warto.
Po skończonym festiwalu udalismy się do samochodu, którego znalezienie zajęło nam dobre 10 minut. Wyjazd spod Spodka jakies 40.
Koncert wart każdej wydanej na niego złotowki i niech żałują Ci co nie byli!
Dla nich „wideło” z Vicariusem
I „reszta” „widełów” z fesitwalu bo przecież nie będe wszystkiego embedował ;)
Sierpień 14th, 2007 W kategorii: Osobiste
No tak, ostatni post był
Posted 170 dni temu
Więc pora zacząć znowu, zwłaszcza, że całkiem sporo się działo ostatnio jak na mój spokojny żywot. Odnośnie bloga postanowiłem przejść na „textpattern”:http://textpattern.com/. Głównie za sprawą „Grzegorza”:http://grzegorzkulesza.com i Aquaparku. Konieczność zbudowania strony w oparciu o jakiekolwiek skrypty do edycji treści postawiła przede mną nie lada wyzwanie. Jako, że czasu było niewiele próba stworzenia czegoś własnego przy moim wyjątkowo podstawowym zasobie wiedzy na temat php byłaby samobójstwem, zostało mi tylko znalezienie gotowych skryptów. Przeszukanie „hotscripts.pl”:http://www.hotscripts.pl i tym podobnych poskutkowało tylko sporym zmarnowaniem czasu.
Pojawiła się wtedy myśl – „to może jakiś cms?”. Tylko jaki? „Drupal”:http://drupal.org/ jest fajny ale jakoś do głowy mi nie przyszedł. WordPress? Cóż, znam w miarę dobrze ale na głównie statyczną stronę dla aquparku się zbytnio nie nadaje. Wtedy Grześ podsunął mi textpatterna. Leżało to to na moim dysku od czasu dłuższego, ale jakoś ugryźć tego nie mogłem. Pomyślałem „co mi szkodzi spróbować, raz kozie śmierć”. No i tym sposobem w jedną noc przy wydatnym udziale wspomnianego Grzegorza (za co wielkie mu dzięki) ogarnąłem podstawy tego momentami wielce zakręconego skryptu i wywiązałem się z zadania. Co więcej, spodobało mi się tak bardzo, że postanowiłem przenieść swojego bloga na nowy silnik.
Chwilowo jest na jakiejś gotowej skórce, ale jak tylko wrócę z Holandii, biorę się za własny projekt. Przy okazji postaram opisać co tak fajnego ma txp. Tymczasem zapraszam do odkurzenia mojego „feed’a”:http://feeds.feedburner.com/rzepak
Łukasz Girek, uzależniony od internetu i dobrego designu. Na blogu postaram się dzielić z Wami wszystkimi co związane z tworzeniem w Sieci. Od projektowania, przez tworzenie do użytkowania. Będzie też trochę o muzyce i filmie. Blog będzie pełnił także funkcje osobistego portfolio. Zapraszam i dzięki za uwagę!