Koszyce – Budapeszt Trip
Listopad 15th, 2008 W kategorii: Ciekawostki, Osobiste

Korzystając z długiego weekendu i faktu, że A. jest na Erasmusie w Koszycach, postanowiłem ją w końcu odwiedzić, a że blisko stamtąd do Budapesztu, to i z tego faktu skorzystać i pozwiedzać stolice Węgier. Tyle tytułem wstępu.
Koszyce to ładne miasto, drugie co do wielkości na Słowacji, z ciekawą historią i ładnymi zabytkami. Tymczasowo miał tam siedzibę rząd Czechosłowacji, a wcześniej w pewnym okresie historii było drugim co do znaczenia miastem Węgier (polecam poczytać na wiki).
Centrum miasta jest ładne, a górująca nad nim Katedra św. Elżbiety szczególnie nadaje mu charakteru. Zabytkowe kamienice i boczne uliczki mają klimat. Dookoła już mniej ciekawie, bo wszędzie betonowe osiedla, czyli jak u nas. Warto wspomnieć tu Lunik IX, na który piękny widok ma A. z okna swojego pokoju w akademiku. Lunik IX to osiedle Romów, zaprojektowane dla 2500 mieszkańców, teraz daje schronienie ponad trzykrotnie większej liczbie osób. Żyją bez prądu, wody i gazu, nikt nie płaci czynszów, szerzą się choroby, jednym słowem getto. Na youtube to jasno widać. Lunik był zaprojektowany jako osiedle dla Słowaków z klasy średniej i Romów, którzy w ich sąsiedztwie mieli się asymilować. Niestety nie wyszło, Słowackie rodziny czym prędzej starały się uciec z takiej okolicy, i teraz Lunik IX jest jednym z najbardziej odizolowanych Europejskich skupisk Romów. W całej 5,4 mln Słowacji jest 350,000 Romów. A opowiadała, że często wychodząc rano z akademika widzi grupki Cyganów przeszukujące śmietniki…
No ale przejdźmy do przyjemniejszych rzeczy czyli zwiedzania. W Koszycach warto obejrzeć wspomnianą wyżej Katedrę św. Elżbiety, a że jest to główna atrakcja turystyczna to nie sposób jej ominąć. Z ciekawszych miejsc polecam także kawiarnie Aida, gdzie są naprawdę pyszne ciastka i naprawdę niskie ceny. Ogólnie jedzenie na mieście wydaje się nie być drogie w porównaniu do Polski, natomiast ceny w sklepach są podobne, chociaż na wiele artykułów wyższe. Od strony kulinarnej polecam restauracje Villa Regia, gdzie podają pyszne Haluszki, pół kilogramową porcje! Nie sposób zjeść samemu całej. Słowacja ma ten jeden plus, że można się dogadać z większym lub mniejszym trudem z każdym, warto pamiętać tylko żeby nie używać słowa „szukać” ;).
Po dwóch miłych dniach w Koszycach wybraliśmy się do Budapesztu. Pociąg o 6 rano, na miejscu o 9. Granica z Węgrami jest już 20km za Koszycami, potem przez 2,5h widać tylko pola, pola, małe wioski, pola, pola, małe wioski, pola i Budapeszt. Stolica Węgier jest naprawdę duża, i naprawdę ładna. Mieliśmy niespełna dwa dni a to zdecydowanie za mało by zobaczyć wszystko.
Wysiedliśmy na Keleti, ponad 100 letnim neorenesansowym dworcu, który faktycznie jest bardzo ładny. Pierwsze wyjście na ulice Budapesztu i lekkie rozczarowanie, bo szaro, ruchliwie i jakoś tak nieprzyjemnie. Ale być może to tylko jesienna aura. Udaliśmy się do metra (nasz pierwszy raz, robi wrażenie ;)), wysiedliśmy na stacji Astoria i udaliśmy się do naszego hostelu. Przy okazji mała reklama, jak będziecie kiedyś szukali fajnego noclegu w Budapeszcie, polecam hostel Downtown Oasis. Położony w VII dzielnicy czyli bardzo optymalnie, blisko metra, w starej ale ładnej kamienicy, prowadzony przez przemiłą panią.
Nie chce mi się opisywać wszystkiego co widzieliśmy, opisze tylko to co warto. Więc, warto zwiedzić:
- Muzeum Przyrody, choćby po to żeby zobaczyć 2-tonowy szkielet wieloryba w kopule przy wejściu.
- Plac Bohaterów, pomniki robią wrażenie.
- Pałac Królewski, konieczność jak się jest w Budapeszcie, największa budowla na Węgrzech, trzykrotnie odbudowywana, za każdym razem powiększana, królewska rezydencja. Warto przyjść w nocy i podziwiać pięknie rozświetlony Budapeszt.
- Baszta Rybacka, znajduje się na Wzgórzu Zamkowym i widać z niej cały Budapeszt
- Budański Labirynt, ciekawa atrakcja turystyczna, labirynt pod wzgórzem zamkowym, warto wybrać się wieczorem kiedy podobno są pochody z lampami oliwnymi (nie załapaliśmy się).
- Bazylika św. Stefana, jako budynek imponująca, w środku również.
- Wyspa Małgorzaty, piękny park pośrodku Dunaju.
- Zamek Vajdahunyad, latem musi być tam szczególnie ładnie.
- i wiele, wiele innych..
Budapeszt jest naprawdę pełen zabytków i ciekawych miejsc, i pewnie żeby zobaczyć wszystko trzeba sporo czasu. Będąc turystą na pewno warto sobie kupić bilet na metro, jednodniowy lub trzydniowy. Jednodniowy kosztuje 1700 HUF czyli jakieś 24 zł, ale biorąc pod uwagę że metrem można się dostać w każdym momencie prawie wszędzie, a do tego bilet na metro obowiązuje także na autobusy, tramwaje i trolejbusy to naprawdę się opłaca (cena normalnego jednego przejazdu to chyba 270 albo 240 HUF, a my metrem jednego dnia jechaliśmy ponad 15 razy).
Chyba tyle, co mogę opowiedzieć, reszta przy opisach zdjęć. Jak mi się coś przypomni to dopisze.
Koszyce

Pierwsze śniadanie w Koszycach, ja dostarczyłem z domu schabowe :) W środku sałata, papryka, pomidor, sos tatarski. Pyszne było.

To jest jakiś pałacyk czy zameczek w Koszycach, przed parkiem, ale zapomniałem dokładnie jak się nazywał. Musze dopytać A.

A to Park w Koszycach.

Dzwony przed Katedrą św. Elżbiety, myślałem że to tylko taka nowoczesna rzeźba czy jakkolwiek to nazwać, a okazało się że dzwonią i to całkiem ładnie.

A to już sama katedra, wybudowana w stylu późnogotyckim, przeszła sporo katastrof i wielokrotnie była odbudowywana.

Prezydent też tam był.


A tu A. na tle katedry :)

Małe targowisko blisko centrum.

Zajezdnia tramwajowa pod dworcem.

Tramwaje są stare, ale za to autobusy pierwsza klasa.

Teatr w Koszycach.
Budapeszt

Węgry z pociągu.

A to już dworzec.

Ma pewien urok. Co ciekawe na perony wpuszczają ludzi tylko z biletami.

Pierwszy kontakt z metrem :)

Linia metra M3, chyba najmłodsza i najładniejsza. Przy okazji, oglądaliście Kontrolerów?

Pasaż Gozsdu, może zdjęcie tego nie ukazuje, ale teraz to ekskluzywna enklawa handlowa z eleganckimi mieszkaniami, kiedyś fragment dzielnicy żydowskiej.

Typowa uliczka w Budapeszcie.

Synagoga.

Nie wiem co to ale fajne ;)


A tu już w Muzeum Przyrody.

Groźny wypchany lew.

Tyle nas było tydzień temu około 11 ;) I ciągle wzrasta.

Typowe robactwo w węgierskich kuchniach.


Aslan?

Aga uparcie twierdzi że jestem bezpośrednio spokrewniony z tym zwierzem.


A to wspomniany 2-tonowy szkielet wieloryba.

Kolejna uliczka w Budapeszcie.

Budapeszt nocą.

Niby słynna kolej liniowo-szynowa na Wzgórze Zamkowe, ale jedno wielkie oszukaństwo! Jedzie to chwile a kosztuje 800HUF bilet. A wchodzi się tam w góra 15 minut spacerkiem.

A to już seria zdjęć Budapesztu nocą, widok z Pałacu Królewskiego






Plac Bohaterów.


Bazylika św. Stefana.

A to Zamek Królewski.

Parlament.

Widok na Budapeszt z Baszty Rybackiej.

A tu komnata w labiryncie, w której lało się wino z kraników. Niestety nie było do spożycia.

Labirynt był podzielony na 3 części. Pierwsza prehistoryczna, z malunkami jaskiniowców na ścianach i niepokojącym dudnieniem bębnów w tle (w każdej części była inna muzyka co dawało niezły klimat w ciemnych zakamarkach). Druga część była średniowieczna, a trzecia „z przyszłości”. Zamysł z tego co zrozumiałem był taki, że za 40mln lat znajdują skamieniałości z naszej epoki. Czyli buty w skale, komputer w skale, albo butelkę Coli.


Z lewej strony fragment wyspy Małgorzaty, latem musi być tam naprawdę ładnie.

A na wyspie.
No i tyle, wrzucę więcej zdjęć niedługo na flickr, więc zainteresowani mogą tam zajrzeć za jakiś czas.
Łukasz Girek, uzależniony od internetu i dobrego designu. Na blogu postaram się dzielić z Wami wszystkimi co związane z tworzeniem w Sieci. Od projektowania, przez tworzenie do użytkowania. Będzie też trochę o muzyce i filmie. Blog będzie pełnił także funkcje osobistego portfolio. Zapraszam i dzięki za uwagę!
podpis Aslan pod zdjęciem wypchanego lwa – niezłe;) strasznie mnie rozbawiło:) a tak btw to całkiem fajna relacja, przypadkiem na googlach wyskoczył mi link do tego bloga i przypomniałam sobie jak ja pierwszy raz zwiedzałam Budapeszt:) pozdrawiam:)