Zakopane 09.2006 dzień IV i V
Październik 2nd, 2006 W kategorii: Góry
Dzień czwarty, ostatni dzień aktywnego spędzania czasu. Cel na dziś – Wrota Chałubińskiego. Godne polecenia, ale jeden minus, znów trzeba iść na Morskie Oko.. ileż można.. Pocieszam się tylko tym, że następnym razem kiedy pójdę na Morskie Oko, to będzie przed zdobyciem Rysów. Pogoda znów wspaniała. Idziemy monotonnym szlakiem, właściwie to asfaltową drogą. Z Morskiego odbijamy w kierunku Szpiglasowej Przełęczy. Przy okazji, polecam wejście tam od strony 5 Stawów, bardzo fajne podejście, końcówka z łańcuchami, takie z adrenalinką, zwłaszcza przy nienajlepszych warunkach (tak nam się zdarzyło w tamtym roku). Doszliśmy do rozstaju szlaków trochę zmęczeni głownie ze względu na to, że było wręcz gorąco, po drodze mijając bardzo ciekawą parę starszych osób, pani miała bardzo dużo cienkich warkoczyków na głowie, a sama była zakręcona jak każdy z tych warkoczy. Była na moje oko grubo po 50, a może nawet i więcej ale bardzo wyluzowana babcia, można by rzec. W drodze minęliśmy też starszą panią która szła o kuli (!).
Chwila odpoczynku i ruszamy na Wrota, widok niezbyt zachęcający, bo z daleka wygląda to jakbyśmy mieli się wspiąć na pionowa ścianę. Ale śmiało idziemy. Przed nami wspomniana śmieszna para, wspięli się szybciej. My także się doczłapaliśmy powoli, momentami przy użyciu 4 kończyn (może w tym momencie wspomnę, że gdy już wracaliśmy, a było po 16 starsza pani o kuli szła w kierunku wrót !! jestem bardzo ciekaw czy weszła, bo szczerze nie wyobrażam sobie tego, sam tez nie wiem czy podziwiać czy nie bo godzina już późna a po 7 już jest całkiem ciemno, więc nie wiem jak ta pani wróciła i czy tam weszła) Na górze zakręcona pani ujawniła swoje zakręcenie zadając swojemu towarzyszowi miliony bzdurnych pytań, od takich dotyczących kamyczków po takie czy koty płaczą, naprawdę podziwiam tego pana ze to wytrzymywał. Widoki z Wrót Chałubińskiego cudne, zwłaszcza przy takiej pogodzie. Weszła tam też do nas druga starsza siwa pani z aparatem cyfrowym i komórka, wymieniliśmy się usługami fotograficznymi, a później obserwowaliśmy kozice na pobliskiej skale.
Spędziliśmy tam jeszcze trochę czasu po czym rozpoczęliśmy wędrówkę powrotną. Jeszcze chwila w Morskim Oku, gdzie po prostu niedobrze się nam zrobiło od tłumu ludzi, a zwłaszcza „rushofych” panienek na obcasach i dresików z solara.. Reszta dnia minęła spokojnie. Zapomniałbym, jeszcze jedna osobliwość, grupka młodzieży w konfiguracji jeden gość w chyba buto-klapkach i 3 rushofe dziewczęta, które przy zejściu postanowiły pójść tymi 4 skrótami (kto był ten wie o czym mówię), jak mniemam wjechali na górę końmi, gdyż jedna z dziewczynek zaczęła wręcz piszczeć z przerażenia gdy swoim pantoflem weszła na kamienisty skrót, druga zaczęła mowić że to nie jest dobry pomysł, a trzecia poradziła im żeby sztywno trzymać nogi to zejdą bez problemów.. Dramat.
Dzień 5. Dziś się wyspaliśmy, spakowaliśmy, posprzątaliśmy i wyruszyliśmy na pociąg, Okazało się, że pociągu nie ma jednak, jest tylko taki z przesiadka w Krakowie więc poszliśmy na PKS, gdyż koszt był taki sam a komfort nieporównywalny. Niestety PKS się spóźnił, ale na dworcu spotkaliśmy znajomego z uczelni i jego dziewczynę, więc czas jakoś minął. Za to autobus przyjechał taki, że aż nie mogliśmy uwierzyć, nawet TV zwisały z sufitu. Klasa. Wieczorem byliśmy w domu. To był udany wyjazd, na pewno bardziej niż ten w lipcu gdyż wszystkie cele osiągneliśmy a i pogoda była o niebo lepsza.






Łukasz Girek, lat 23, uzależniony od internetu i dobrego designu. Na blogu postaram się dzielić z Wami wszystkimi co związane z tworzeniem w Sieci. Od projektowania, przez tworzenie do użytkowania. Będzie też trochę o muzyce i filmie. Blog będzie pełnił także funkcje osobistego portfolio. Zapraszam i dzięki za uwagę!
czyżby rzepaczek stracił trochę ciała? ;)
rzepaczek zrzucił za to A. przybrała. zbilansowane:)
sratatata :)